Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lip Smacker. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lip Smacker. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 12 września 2013

Mniam 3! Oczywiście Lip Smacker.

Tym razem padło na sztyft o zapachu Coca - Coli.


   Jestem gadżeciarą straszną. Ten tutaj smacker leżał grzecznie w zapasach dość długo, ale gdzieś pod koniec sierpnia doszłam do wniosku, że Cotton candy jest za gęsty i za słodki jak na lato/jesień (na zimę będzie moim nieodłącznym towarzyszem), więc czas było go zastąpić. Zaskakująco dobrze pielęgnuje, jak na taką wymyślną pomadkę. Dopóki usta się nie przyzwyczają do niego, będzie dobrze nawilżał i chronił, na mrozy znajdzie się coś mocniejszego.
   Smakuje trochę jak zleżała guma do żucia o smaku coli, ale nie jest to mocno wyczuwalne ;p zapach nie tak piękny, jak u Fanty, ale daje radę. Jak zwietrzeje, robi się trochę bardziej chemiczny, ale w granicach normy. Usta się po nim nie błyszczą, wyglądają zdrowo i są ładnie nawilżone. Nie jest numerem jeden w mojej kolekcji, ale się lubimy :)

A tutaj reszta mojej małej kolekcji:

niedziela, 30 grudnia 2012

Mniam 2! Lip Smacker - Cotton candy.

   Malutkie zaskoczenie na samym wejściu - niby Smacker, ale nie taki sam, jak poprzedni.


   Po pierwsze - to sztyft zawierający 4 gramy produktu (dla porównania jego braciszek w płynie ma 5,2 ml, ale dużo i tak mi się wylewa i marnuje). Wydajniejszy od poprzednika i lepszy w aplikacji, trzyma się jakieś dwie godziny bez jedzenia, picia i zlizywania go ;p . Ma kremową konsystencję, jest średnio twardy. Balsam ma mlecznoróżowy kolor, gdy się go dużo nałoży, może lekko bielić usta. Smakozapach jest, szczerze mówiąc, mało smackersowy - słodki, cukrowy, ale nie jakiś nietypowy czy oszałamiający, i mi to waty cukrowej nie przypomina. Przebija jednak swojego konkurenta, jeśli chodzi o pielęgnację. Usta są po nim miękkie i odżywione, co mnie nieźle zaskoczyło. Moim zdaniem, ten wariant smakowy jest odpowiedni dla kogoś, kto lubi słodkie opakowania i chce mieć jednocześnie coś, co pielęgnuje w miarę dobrze usta i nie musi mieć szałowego smaku czy zapachu.
   Dla porównania: recenzja Lip Smackera w kulce o zapachu Fanty.

wtorek, 11 grudnia 2012

Mniam! Lip Smacker - Fanta.

A oto dzisiejsza gwiazda.



   Jak to z gwiazdami bywa, zdarzają się wśród nich kapryśne osobniki. I taki jest też on. Największym plusem jest zapach. Przeobłędna, najpomarańczowsza Fanta, skutecznie uzupełniająca deficyt słodkości. Co dziwne, smak ma bliżej nieokreślony, ale na pewno nie taki piękny, jak zapach. Moim największym błędem był zakup wersji w kulce. Wylewa się, klei, muszę ciągle go pilnować, przez co coraz rzadziej go używam. Z tym, że nie było to przemyślane - pojechałam 'w świat', zobaczyłam, oszalałam i tyle. ;p Właściwości pielęgnacyjnych nie zauważyłam, niemniej w zimę jest w stanie 'zakonserwować' usta - ani nie pogorszy, ani nie polepszy ich stanu. Jego uroczy aromat rekompensuje mi jednak wszystkie wady i uchybienia. Z pewnością kupię inną wersję, w sztyfcie (Coca - Cola Vanilla) lub błyszczyku z aplikatorem (Sprite <3). Jeżeli ktoś lubi słodkie gadżety, to polecam.

Z małych zaskoczeń: marka Smart Girls Get More najpierw miała w ofercie tusze do rzęs, lakiery i błyszczyki. Na fanpage'u ogłosili, że wprowadzają eyelinery. Poszłam więc sobie obpatrzeć asortyment do Textila i nie było ich, ale za to były cienie do powiek, o których nie wspominano wcześniej. A u Was?